takie tu...

Niniejszym zaczynamy...
25.01.2010
Imię: Gospodarz!
Prawda, że brzmi dumnie?! A może durnie... Any way, witajcie, Kochani!
Siedziałem sobie ostatni cicho, cichuteńko, jak mysz pod miotłą, a może na?, i rozmyślałem.
Rzec by można, że filozofowałem nawet. A było o czym! Oj było.
Po ostatecznym przeczytaniu i strawieniu "Encyklopedii duszy rosyjskiej" Wiktora Jerofiejewa (polecam!), zauważyłem - ba! stwierdziłem nawet: analogiczność, tudzież kompatybilność,
kondycji obecnych ludzi ruskich z polskimi.
Niedaleko pada jabłko od jabłoni, a bajzel w naszym "trzecim" kraju jest tego dowodem. Usprawiedliwienie?
Tak, jak powiedział sam mistrz Wiktor: "Komunizm zabiera życie, kapitalizm zaś duszę". W rzeczy samej.
Pozwolę sobie na krótką, jakże wymowną parafrazę. Otóż, w Polsce: "impotenci zostali kochankami.
W niezwykle krótkim czasie zbudowano hydroelektrownie na Bielawce oraz autostradę w Pcimiu. Zapłonęły miliony żarówek polskiego mesjanizmu.
Nawet w tych miejscach gdzie się nikt ich nie spodziewał. Na ekspresowe drogi wyjechał polski patriotyzm.
Wyjechał i stanął w wielkim korku do miejskich toalet. Killerzy stali się mnichami; killerki - pielęgniarkami.
Ochrona zdrowia wzniosła się na wyżyny. Polacy rzucili się do banków, by otwierać konta osobiste.
Zaoszczędzili tyle pieniędzy, że zaczęli wspierać Gruzję, Ukrainę, Stany Zjednoczone USA, Irak,
Peru i Botswanę.
Afryka zaczęła kroczyć polską drogą. A może odwrotnie? Oświecenie udało się.
Na farmie kurzej "Wiejska" wyhodowano eksperymentalnego wiecznego Kaczora,
który po upieczeniu i spożyciu go zmartwychwstaje z obgryzionych kości,
gdy zawinie się je w obrus i krzyknie: "Kaczorze, pójdź tu!".
Reasumując: "Kondom to nie gondola - do Wenecji się nim nie dopłynie"! Ech, ciężkie czasy nastały. Źle się dzieję w państwie polskim.
Wam jednak, Kochani, życzę - Wszystkiego Dobrego!
Wszakże, reguła nie-zawsze potwierdza wyjątki, czyż nie? I tak dalej, i tak dalej...
Miłego dnia! Szymek